niedziela, 23 grudnia 2007

Od tych, co wrócili

Jako, iż zostaliśmy wytypowani do tejże wyprawy naukowo-penetracyjnej przez nasz kolektyw spieszę z kilkoma szczegółami. Otóż nie była to wyprawa łatwa i przyjemna. Poszukiwanie kruszni pod metrowa warstwą śniegu do takich zadań nie należy. Dla ułatwienie mieliśmy na wyposażeniu dwie pary nart i kijków (w tym jeden kijek uszkodzony), co znaczenie ułatwiało poruszanie się po stromych alpejskich gościńcach. Udało nam sie dokładniej spenetrować tylko jeden region (zbyt skąpy budżet jak zwykle) - okolice Les Menuires w miejscowym dialekcie, w krainie gdzie nie mówią żadnym zrozumiałym językiem, za południe od nas. Efekty badan właśnie ściągają się z ukrytych aparatów i kamer, jeśli będzie coś interesującego, to oczywiście zaprezentujemy.
Ale ja nie o tym chciałem. Otóż po prawie dwutygodniowej nieobecności, znalazłem pod swoim progiem paczkę, dość pokaźną. I nie byłoby w tym nic interesującego, gdyby nie to, iż dojść nie mogłem faktu i przyczyny skąd ona i dlaczego. No i ten zapach (nie do opisania) ?
Pospiesznie, używając ostrych narzędzi, przystąpiłem do wydobycia zawartości. Oto co znalazłem (prócz zapachu):



I co to wróży powiedzcie ???

2 komentarze:

Jerzy pisze...

Z tego co widzę toć to niedźwiedzia skóra lub Jeti.

Piotrz pisze...

Na penetrowanie nikt delegacji nie wypisał. Ten w kartoniku to koncentrat z Majora wg. mnie