czwartek, 28 lutego 2008

Rodzime gatunki (Apis mellifera mellifera)

Gęś Suwalska : charakteryzują się dobrą żywotnością, zdrowotnością i odpornością na trudne warunki środowiskowe(suwalskie gęsi) wywodzą się od prymitywnych gęsi utrzymywanych na północy Polski. Cechuje je szybki wzrost, dobre umięśnienie i dobre cechy reprodukcyjne. W Polsce spotkasz 10 rodzimych ras lub odmian gęsi.

Pszczoła Augustowska :(Apis mellifera mellifera) pszczoły środkowo-europejskie.
Słyszałem dziś od pszczelarza w okolicach Puszczy Augustowskiej zaczęły się wyloty z ula.
Pochopny wniosek:
Coś się dziej w miejscowym klimacie, kultura miejscowa też ulegnie zmianom.

nieskażony teren telewizją


Etniczna Europo, rolniczej kultury jesteś w ostatku.
Spotkałem otwartych ludzi ich ciekawość nieznana, stopień abstrakcji doskonały, niezniszczalni dziś, zmieniające oblicze formatu ekranu.
Po spotkaniu z dziećmi w Suwalskiej krainie. Jacy swobodni.

wtorek, 26 lutego 2008

Pora roku zima



Pora roku - zima do historii przechodzi (?). Luty, muchy po domu brzęczą, komary kopulują nad bielaskami, żurawie klangorzą, kniwie kniwią. Co to będzie dalej? G***** mówi, że to od diety Polaków. Miast wieprzowiny owoce morza jedzą i temu taka ciepłota.

niedziela, 24 lutego 2008

Prymitywi netu

Czasem jak na tego bloga patrze to Epifanij Drowniak przed monitorem siedzi. Krytycy sztuki porozumienia. Był też Nikifor Suwalski - Tymoteusz Muśko malarz źródlany.
Manifest.

piątek, 22 lutego 2008

Krasnopol z komina

video

Ta relacja bez dystansu obróbki,czaru, tak jest z kamery na kominie i z komina internet do stajem.
Dźwięk sentymentalny,lubiłem słuchać w młodość Polskiego Radia program 3, tam czasem takie audycje dla Atari 2600 lista przebojowa nagrywałem wszystkie odcinki.
Podziękowanie dla Krzysztofa Maciejko za dostęp do internetu bezprzewodowego,kontakt ze światem wirtualnym.

czwartek, 21 lutego 2008

Z góry z góry

Dobrze czasem złapać trochę dystansu. Prawda w napisach końcowych zapisana. Nie samą muzyką i wioską człowiek żyje, czasem przeżywamy inne uniesienia.



Blog oczy bolą.

video


Dziękując za chwile przed monitorem oczom własnym nie dowierzam. Jeszcze takie cuda po wsi się zdarzają 10 pozycja w blog roku 2008, a to wielkie, ogromne jest tak blisko koło ciebie. Cały świat niedaleki.
Do zobaczenia na własne oczy.

środa, 20 lutego 2008

Rytmy bębenkowe

Blisko i dawno temu to było, a i dziś to jest tak samo rytmiczne.
Bo kapela musi być w składzie, chociażby takim minimalnym...

Polka polce nierówna

Nagrania w Jasionowie - czerwiec 2007

Tutaj dwa nagrania muzyki jasionowskiej. Pierwsza polka - galopka "Dębowskiego", na dwie skrzypki - nagranie ze stycznia 2005 roku w domu Franciszka.
Drugie nagranie polowe dokonane podczas dożynek w Becejłach - sierpnień 2005. Gra Franciszek z wnukami - Polka Mieczka Wierzchowskiego

Get your own Flash MP3 Player



wtorek, 19 lutego 2008

poniedziałek, 18 lutego 2008

z Gliny pamiętam.

 
Posted by Picasa


Tej zimy co w Glinie zamarza skrzypka, w stanie wylewnym nie jest, tradycja. Ta granie. -bo kapela musi być w składzie. Po wiedział Kazimierz Meto.

niedziela, 17 lutego 2008

Nie wygrasz prawniku nie wygrasz muzyku...

"Nie wygrasz prawniku nie wygrasz muzyku
Z statutem prawnika i z dudą muzyka śmierć bierze"


Byliśmy u muzykanta Stanisława, dobiega 80 a energia jego przerasta naszą dobiegającą 30 kilka razy. Co począć? Dzień spod znaku rozmów odbrązowiających dawne lata. Polecam wszystkim.


Konkurs DPT w Wigrach

 
Posted by Picasa


Rozpisano konkurs na logo Domu Pracy Twórczej w Wigrach więc się nie zgłosiłem, a żałuje termin minął bodajże 15.II.2008 r , dopiero dziś znalazłem ciekawe, zdjęcie pomyślałem podzielę się . Aby dawne złe było ?

sobota, 16 lutego 2008

16 lutego 2008 roku zmarł Kazimierz Meto

Marsz do tańca, taneczny marsz, marszowy taniec ?

A oto krótki film zarejestrowany przez Jaśka od kultury, amatorską kamerą wideo, podczas wzmiankowanej poniżej imprezy. Marsz taneczny - ni mniej ni więcej korowód.







Skąd ten zbawienny nerw w grze bębnisty Lutka?

piątek, 15 lutego 2008

Nie dalej jak wczoraj

A teraz tak dla odmiany od pestek, tybetu i prostoty, kilka zdjęć z wczorajszej, czwartej już odsłony weselnego spektaklu "Biała sukienka, złoty pas" Anki Szafranowskiej-Orzeł i Mira Wasiewicza (z naszym skromnym udziałem jako muzykantów weselnych). Kto nie był niech żałuje, młodzież - główni bohaterzy - wygląda coraz naturalniej, publiczność coraz więcej pojmuje a i kapeli jakoś gładziej idzie się do tego dokładać. Intuicyjnie przeczuwamy, że będzie z tego COŚ.
Autor zdjęć Jerzy Czyżyński














czwartek, 14 lutego 2008

Pestki z dyni

Jadłem pestki z dyni, zapobiegają - prostacie. W obronie sztuki kulinarnej, ziarenka prawd. Pestka.

wtorek, 12 lutego 2008

Ciemna muzyka ?



- Rypią, musimy dalej pójść tam pod ten, tam dalej, dalej pod ... pod las może, chodź.

Marysia Konopnicka nad Marychą.

Pytałem dzieci o Marysię Konopnicką, lekki uśmieszek nic więcej, zbywają rozmowę. Nie chciały rozmawiać. Pytam dlaczego? Źle się kojarzy, konopnicka policja problemy, szybka odpowiedz. Mówię im bajki pisała, baśnie legendy przypowieści, żyła niedaleko was tylko dawno temu, oni że tak, tak wiedzą w szkole coś było,,,ale to zmyślenia odpowiadają. Nic ciekawego.
Nie rozumieją ?
Oni Tibijska rozmowa.
Ja nic nie rozumiem.
A było to 10 lutego 2008 roku, ich było czterech ja jeden w samo południe nad rzeką Marychą.

poniedziałek, 11 lutego 2008

Naturalne wzory, nie naśladować

A oto czym, niby z pozoru błahym, zaskoczyła mnie dzisiejsza zima, a właściwie jej mały epizod. Zdawało by się nic, ale ni jak nie mogłem (i nie mogę) dojść technicznej przyczyny powstania tego. Z serii "dachy"

niedziela, 10 lutego 2008

Fokstrot dotarł do Polski w 1918 roku.

Chciałbym powiedzieć krótkie słowo o muzyce tak zwanej ludowej (wiejskiej), Reaktywacja. Fokstrot,to nie ostatni element, czekam kontynuacji tej myśli, ta muzyka jest nieskończona ?

sobota, 9 lutego 2008

koloru braknie tej zimy.


Wychodek.

Dachy.

Studnia




Wody gruntowe opadają, studnie zakrywają. Chodź, ostatni rok obfitował w opady intuicji.

Z przenośnią.

czwartek, 7 lutego 2008

Rozmowa z Panem Janem I.

Nie tak dawno temu spotkałem Pana Jana I. Rozmowa jak zawsze spontaniczna, tematy przeskakiwały od kobiet po politykę, od świętych do przeklętych. Tym razem po rozmowie zapadła w miej pamięci jedyna zagadka. Jedno dręczące pytanie, dlaczego ten starszy Pan, a ma ponad 80 lat życia za sobą -Pamięta- tyle szczegółów, dat, godzin z przed 60-70 lat. Co trzeba zrobić by -Pamiętać-. Dziś spotkałem się z Panem Janem i wreszcie zadałem to pytanie. Odpowiedział -Powtarzać- ciągle powtarzać -Zapamiętać-.
A jak nie będzie pamięci u was młodzi to ten Internet, czy jak go wy tam zwiecie.
Pamięć mi braknie więc zapisałem. Kopiuj wklej Zapisz.

Sybillija mówi Święta

Bywa tak, że jakaś opowieść, baśń z dzieciństwa zostaje w pamięci na długo. Nam takie opowieści przekazywali rodzice czy dziadkowie, a jeszcze dawniej śpiewacy pojawiający się na jarmarkach czy odpustach pod kościołem, zwani z racji wieku, wyglądu i profesji dziadami wędrownymi. Dziś usłyszałem taką opowieść od starego cieśli spod Sejn. Poniżej skrócony zapis z pamięci.

- Wie Pan młody człowieku co to Sybillia ? Mało kto już o tym pamięta, ja pamiętam i to dobrze bo mi o tym matka opowiadała wiele razy jak dzieciak byłem. Zna Pan ?
- Coś słyszałem. To przepowiednia ?
- Tak, zapisana w 12 księgach, ale wiemy tylko to co jest w trzech. Bo to tak było. Król Rzymu chorował i coraz z nim gorzej było. Razu jednego przyszła do niego, do Rzymu, bo to rzymski król, jakaś nieznajoma kobieta. Miała ze sobą 12 ksiąg, które chciała jemu sprzedać. Powiedziała, że jak król je przeczyta, znajdzie lek na swoją chorobę. Ale on odmówił, bo to było za dużo dla niego. Wtedy kobieta spaliła trzy księgi, i znów zaproponowała, ze odsprzeda pozostałe dziewięć za tą samą cenę. Król znów odmówił.
Następnego dnia spaliła znów trzy i przyszła do króla z pozostałymi sześcioma. Dla króla do dalej za drogo było. Czwartego dnia w końcu król, co czuł się coraz gorzej, odkupił pozostałe już tylko trzy księgi, za tą samą cenę, za którą mógł mieć wszystkie 12. Ale czy mu zdrowie wróciło, tego już nie pamiętam...
- Aha...
- Tam wszystko było opisane, jakie losy świata będą i kiedy jego koniec. Jak ma Pan czas posłuchać, to ja Panu powiem. Zacznie się wszystko od wojny w Izarelu. W tym samym czasie świat zacznie zalewać woda, coraz to wyższa, a kobiety od mężczyzny odróżnić nie będzie można. I to już tak jest, nieprawda ?
- No tak...
- Na niebie będą latać żelazne powozy bez koni, sąsiad sąsiadowi będzie miedzę przeorywał na dziko, w poprzek, pagórki na polu będą równać, a żniwa zimową porą będą robić a latem śnieg spadnie. To jak teraz w Iraku.
- Słyszał o tym ? - pyta żona
- I w Syrii spadł podobno. Tak tak. To już wszystko spełnione. Zostały dwie rzeczy, co się nie spełniły jeszcze. Pół ameryki ma się zapaść pod ziemię, a miasto Praga - to co w Czechach położone, to ma zniknąć. I jak to już się stanie, to następnego dnia koniec będzie. Ale świat nie zginie całkiem, trochę ludzi zostanie, garstka. I jak jeden drugiego zobaczy to wielkie szczęście będzie, radość i miłość, jak największe święto. Moja matka czytała to dla mnie z księgi co dostała od swojej matki, jeszcze przed wojną ona u nas była, ale jak przeprowadzali się ze starego do nowego domu, to zostało tylko 7 kartek. Stare te kartki, na rogach popróchniałe, a litery dziwne, wielkie takie, ciężko co tam przeczytać. Jeden warszawiak to nawet te kartki do Wilna woził, do ekspertyzy. Powie to też Pan innym, niech wiedzą i niech rozgłaszają...

Kwartalnik Jaćwież - czy to czas przeszły.


Zainteresowanie redaktorów „Jaćwieży” skupia się wokół przenikania kultur, narodów, religii, idei małych ojczyzn, tożsamości regionalnej oraz prezentacji terenów przyrodniczych jako przestrzeni kulturowych.
Pismo poświęcone jest kulturze, historii, krajoznawstwu i przyrodzie na obszarze obejmującym historyczną Jaćwież, czyli Suwalszczyznę, Mazury Wschodnie i tereny obecnej Litwy do Niemna. Prezentując wiedzę w wymienionym zakresie tematycznym, zwraca uwagę na wartości i odrębności północno-wschodniej części Polski oraz terenów przygranicznych.

Krążą złe wieści, ukazał się ostatni numer Kwartalnika Jaćwież.
Śmiem twierdzić, powstanie coś nowego na podstawie tego dawnego,ludzie nie odpuszczą
Panie Zbyszku.

środa, 6 lutego 2008

W środę popielcową

Naszło mnie na muzykę Franciszka


Get your own Flash MP3 Player

W środę popielcową

Naszły mnie myśli parafialne.
Czy kościół bez sztuki, czy sztuka bez religii, istnieć będzie ?

wtorek, 5 lutego 2008

Ktokolwiek słyszał ktokolwiek wie

Plany na dziś


Oto plan na dzień dzisiejszy dla wszystkich zainteresowanych i w miarę zmotoryzowanych.
O 18.00 w suwalskim MDK spektakl "Biała sukienka złoty pas" oparty na obrzędach weselnych, przygotowany przez Ankę Szafranowską-Orzeł i Mira Wasiewicza, do którego mamy przyjemność użyczać naszej muzyki na żywo. Premiera spektaklu odbyła się w niedzielę w Płaskiej a dziś pierwszy pokaz w mieście.
Po spektaklu zwieramy szyki i udajemy się na wschód, w kierunku wsi Posejnele numer wszystkim jasny i znany. W domu spotkanie ostatkowe - scenariusz wiadomy.

MIĘSOPUST

Ostatki w języku ludowym nazywane mięsopust - jest to dzień, który kończy karnawał. Rozdziela tym samym okres beztroskiej zabawy od czasu wielkopostnej zadumy.

W czasie karnawału popularne były korowody przebierańców. W wesołym pochodzie nie brakowało – w zależności od regionu kraju - konia, kozy, bociana, kominiarza, diabła, śmierci, doktora, baby i dziada, którym towarzyszyli muzykanci “uzbrojeni” w tak oryginalne instrumenty ludowe jak mazanki, dudy, liry korbowe. Orszak otwierał książę Zapust, czyli słomiana kukła.

Na wsiach małopolskich i lubelskich grupy przebierańców - “dziady zapustowe” z muzyką i śpiewem odwiedzały domy dziewcząt i młodych mężczyzn. Ostatni kolędnicy wyruszali tego dnia zwyczajowo z turoniem lub kozą odwiedzając domostwa i odgrywając wesołe scenki z życia wsi lub o tematyce religijnej, co dawało asumpt do otrzymania datków pieniężnych lub poczęstunku.

W ostatnie dni zapustne, zwane diabelskimi lub ostatkami, zabawom i jedzeniu nie było umiaru. Raczono się tłustymi słodkościami - racuchami, blinami i pampuchami oraz ciastem nadziewanym słoniną i smażonym na smalcu. Stąd pochodzi tradycja “tłustego czwartku”, który rozpoczynał “tłusty tydzień”, wieńczący karnawał.

Dziś z bogactwa dawnych obyczajów pozostał tylko “tłusty czwartek”, w którym królują na naszych stołach pączki i faworki, czyli chrust.

Ostatnim dniom karnawału nadano odrębne nazwy: Mięsopustny (tłusty) Czwartek, Smalcowa (zapustna) Niedziela, Ostatkowy (błękitny) Poniedziałek i Ostatni (zapustny) Wtorek.

We wtorek zapustny, dzień przed popielcem, młodzież z całej wsi zbierała się w gospodzie, by wesoło zakończyć mięsopust. W litewskiej tradycji ludowej w trakcie zabawy przybywały dwie postacie: Konopiasty i Słoninowy. Symbolizowały okres postu i czas jedzenia mięsa. Dwaj przeciwnicy staczali ze sobą walkę, którą z założenia wygrywał Konopiasty, a to oznaczało zakaz spożywania posiłków mięsnych. Punktualnie o północy rozsypywano po podłodze popiół - i tak rozpoczynał się Wielki Post.

(cyt. autor nieznany)

Linki dot. tradycji karnawałowych:
http://www.sp137.edu.lodz.pl/html/ostatki1.html
http://www.linia.com.pl/indeks.php?d=17&w=299&p=08



Jak pod nosem znaleźć mozna nowe, czyli kto drogę skraca...

Mówią, że kto drogę skraca, do domu nie wraca. Stwierdzenie nigdy nie zrozumiane przeze mnie. Moje skróty zawsze przynoszą coś zaskakującego.
Dziś na ten przykład, podczas pierwszej wycieczki pieszej po okolicach nowego domu, na drodze mej wyrósł dom. Nagle i niespodziewanie. A może i rósł on tam sobie już długo, ale postanowił ukazać się dopiero teraz. A może jeszcze inne prawdopodobieństwo? Teraz kiedy już dom odnalazłam dla siebie, zwracam uwagę na inne domy? W każdym razie był. Stał sobie na uboczu. Z zaskakującym gankiem, a raczej jego betonową pozostałością. W cieniu sadu. Z uroczym małym podwórkiem. I wydeptaną ścieżką.
Domek wprawił mnie w dobry nastrój. Pewniej zdziwienie, bo nigdy wcześniej go nie widziałam, a przechodziłam nieopodal po wielokroć.
Jak to możliwe? Kto mi to wytłumaczy?

ps. Jutro o poranku zajdę tam jeszcze raz. I wtedy go zobaczycie. Wszyscy. Większości z Was nie zachwyci. Ot, dom zwykły. Ale co tam. Mnie się spodobał.
Ciekawe jaki będzie wiosną? W cieniu tegoż sadu. I czy jabłka tam smaczne rosną?

poniedziałek, 4 lutego 2008

Mało znane Wigry

Część I
Prezentująca instytucje kulturalne na Suwalszczyźnie. (o działalności - u źródeł wiadomości szukać proszę) Obiekt jak i półwysep owiany legendami historycznymi oraz bajędami od zarania bytności ludzi na tej ziemi aż po dzień dzisiejszy. Tu, żyli między innymi Wingranie Książęta i Kameduli tak w książkach zapisano. Pamięć o nich pod ziemią w warstwie kulturowej pozostała do dnia dzisiejszego tak mówią naukowcy, obecnie niemożna prowadzić wykopalisk bez zgody odpowiednich służb. Acz warto przeprowadzać tak zwaną Archeologię Żywą.




Oto jest pytanie - religia czy kultura a może historia się powtarza ciągle.

Orzech jasny, meblościanki i gumoleon. Opowieść w odcinkach. Wstęp.

Wszechobecny orzech jasny. Jak dobrze znany wszystkim, który mieszkają na wsi - a w szczególności nowo zasiedlającym domy różne - jak i odwiedzających wiejskie okolice. Można go spotkać wszędzie - na fasadach budynków, we wnętrzach, na podłogach, skrywający deski z pięknym słojem. Jednak największą bolączką są..orzechowe meble. Czasami nie wiadomo co skrywa kolor owy - drewno czy wyrób drewnopodobny? W domu "moim" rozpoczęłam wszechstronną akcję utylizacyjną. Namawiam do niej gorąco. Ratujmy wieś polską od orzecha jasnego! Orzechowi jasnemu mówimy stanowcze - NIE!

Kolejną sprawą ściskającą serce moje i kłującą w oko nieco wrażliwe, są... meblościanki. Jakże miło wejść w dom i nie napotkać ich wzrokiem. A niestety królują różne - pokojowe i kuchenne, drewnopodobne, przeszklone, na wysoki połysk, no i te nowotwory - różnowysokościowe. I żal opanowuje tym większy, kiedy z ust gospodarza dowiedzieć się można, że "mieli takie stare szafki, szafy, szlabanki, kredensiki, kufry i inne, ale porąbali i spalili, bo już patrzeć sie nie dało na nie. A te takie ładne, nowe i poukładać wszystko się da". I co można w takiej sytuacji?! Nic. Tylko usiąść i zapłakać.
Podejmowałam ja próby niejednokrotnie do ocalenia starego mebla. Skutki były różne. Ale mogę poszczycić się posiadaniem kufra posażnego, kredensika, szafek, krzeseł, stołu i innych. Choć różnie ludzie reagują i różne są drogi zmiany właściciela. Od szczerego, bezinteresownego przekazania mebla - "a niech idzie w dobre ręce, po co ma stać i się marnować. a ja i tak bym spalił" czy "a niech bierze, ale po co jej takie stare? lepsze teraz można kupić", przez kupno za symboliczne kwoty, aż po chęć zrobienia wielkiego interesu (oczywiście właściciela na mojej osobie), zwietrzywszy "okazję" - "się interesuje, chodzi, ogląda, pyta, znaczy się warte pewnie jakie wielkie pieniądze". Tak czy owak - ratować trzeba i warto. Jakąkolwiek metodę by się obrało. Liczy się efekt końcowy i przedłużony żywot mebla z duszą.

No i na koniec on - gumoleon, czyli popularny w czasach postkomunizmu, a i także występujący teraz, barwny, wzorzysty twór PCV w rulonie. Pól biedy, kiedy skrywa jakieś betonowe podłogi, czy wspomnianą wcześniej podłogę w kolorze orzecha jasnego, ale kiedy pod jego gumowym ciałem leży biedna nieoddychająca drewniana deska, to..scyzoryk się w kieszeni otwiera.
Oczywiście bratem gumoleonu jest bohater wcześniejszego posta - panel. Który oczywiście też jest nie do przyjęcia we wnętrzu wiejskiego domu.
Jak i cała brać tego mojego pisania. Czyli 3 x NIE!

NIE dla orzecha jasnego !
NIE dla meblościanki !
NIE dla gumoleonu (czy jego młodszego rodzeństwa) !

Ratujmy nasze domy, dajmy im żyć i sobie w nich również.

No, to by było na tyle. Wracam do zasiedlania mojego nowego domu na górce :)

Podłogi mało praktyczne


Coraz trudniej znaleźć miejsca do spotkań. Drewnianych podłóg niedobór w powiatach suwalskim, sejneńskim i augustowskim. Mówią że się kurzy i cheerleaderki komfortu nie mają na próbach, że środki unijne pozyskać trzeba i terakoty wyłożyć bo to i higiena i wygoda, o efektach wizualnych nie wspominając. Tym sposobem terakoty i gresy niebawem królować będą w kościołach, remizach, po domach i budynkach gospodarczych. Ponoć wężem gumowym spłukać można, jak dobrze spoziomowane spłynie i po kłopocie.

niedziela, 3 lutego 2008

Niebo jak wiadomym jest Niebieskie.


Sztuka tak samej brzozie stać na wiele lat samotnie.

Kultura wymaga odradzania, więc się spotykamy. Powtarzam się, a to już tradycja.
Banalnie, ale u siebie.

Tu miejsce zostawiam na Karnawałowe zapisy.

Czekając na zioła

 

 

 

 
Posted by Picasa


Jak się kończą.
A na marginesie. Ostatki dziś były i bale skończyły ludzie na powroty pór czekają. Krajobraz kulturowy, takie słowa gdy wokoło jednolitość.

sobota, 2 lutego 2008

Patrzył dziad obrazu, a obraz ani razu.


ludzie czasem zamieniają, choć to było dawno temu, ich spojrzenia. Szukać teraz. Im.

piątek, 1 lutego 2008

Reklama

Pracownia Czapek Jerzy Jankowski - Sejny
- ul. Obrońców 8


Znaczki z naszych stron

Udał się więc Grodziński do wskazanego we śnie miejsca i z wielką trudnością dobiwszy targu, nabył statuę, ułożył na bryce końmi gniademi ciągnionej. Skoro ruszył z tym kosztownym nabytkiem w drogę, pozostały w Królewcu snycerz pożałował, że za mało jeszcze wziął pieniędzy od Grodzińskiego za swój towar i puściwszy się w pogoń za nim, chciał mu zwrócić wzięte pieniądze, jeśli wyższej ceny podług żądania nie postąpi. Lecz tak się znużył daremną pogonią, że już stracił chęć zapędzać się, aż wreszcie udało mu się zoczyć i dopędzić Grodzińskiego. Lecz jakże się zdziwił, gdy w miejsce koni gniadych, ujrzał do bryki Grodzińskiego zaprzężone siwosze, co więcej, gdy zatrzymawszy się na drodze, obadwa szukali w bryce statui, znalezioną być nie mogła, co spowodowało powrót wspólny do Królewca, dokąd jadąc szukali po drodze swej zguby, jednakże na próżno, bo statua zrządzeniem cudownym znalezioną została u snycerza w tem samem miejscu, skąd wzięta była. Ten cud większą jeszcze chciwość snycerza wzbudził, który postanowił żądać za statuę tyle złota, ile ona zaważy. Grodziński zrazu zwątpił o dopięci swego zamiaru, lecz następnie westchnąwszy do Boga, postanowił całe swe mienie sprzedać, byle tę statuę mógł dostać. Lecz jakież ich obu było zdziwienie, gdy statua zaważyła mniej od poprzednio zapłaconej snycerzowi wartości. Przeto chcąc - niechcąc, snycerz poprzestać musiał na wartości ostatecznie przez się ustanowionej.
Grodziński zabrawszy powtórnie statuę, przewiózł ją bez przeszkód do Sejn, lecz gdy kościół nie był jeszcze ukończony, postanowił ją tymczasem umieścić w jednym z kościołów katolickich w Grodnie. Ale gdy ani konie, ani też woły, na przemian zaprzężone w żaden sposób tego ciężaru z miejsca ruszyć nie mogły (cud powtarzający się przy każdem niemal przewożeniu statui świętej), Grodziński uznając wolę Boga, pozostawił statuę w Sejnach.
A. Połujański Wędrówki po guberni Augustowskiej"

Znaczki wysyłane z naszych stron

Posted by Picasa

Regionalizmany



G****** znowu dał o sobie znać... Wpada z wieczora i peroruje: "Ej wy regionaliści z bożej łaski... Ja to myślę, że wy tu jesteście ze strachu albo dla wygody...". Całkiem nieźle jak na mowę powitalną w progu, myślę sobie, uzbrajam się w cierpliwość i słucham dalej...
"Ty, Piotrz, wiecie Wy co to znaczy być u siebie? Tutaj, być tutejszym? Wy nic nie wiecie...
Ja jak za stodołę pójdę wyszczaćsie w nocy to widzę tak...na lewo ta łuna na niebie to będą Suwałki, ta po prawej to Sejny ( ta jakby z letka mniej jaśniejsza), a w środku taka ledwo widna to Krasnopol będzie. A jak ludzka pora jeszcze, to Wielki Wóz wychodzi nad waszą stodołą. Jak nad sąsiada stodołą pojawisie, lepiej do domu nie iść już bo drzwi zaperte. I wiesz, po świecie trochę za młodu jeździłem za robotą, ale jak staniesz gdzie indziej, w obcej stronie, to za nic w świecie nie połapieszsie gdzie wschód a gdzie zachód, a tym bardziej gdzie Suwałki, a gdzie Sejny. I jak żyć na obcej ziemi? Nie da się Piotrz, nie da się, temu tu jestem - dla ogólnej orientacji. A wy czemu?"