sobota, 5 stycznia 2008

A mnie mrozy ominęły

I tak to jest, taki to gospodarz co w największe mrozy dom opuścić musiał aby gości weselnych grą skrzypki bawić. Tak to jest z tymi muzykantami, wszystko prawda okazuje się. A że czasy takie że muzykantów na wesele na drugi koniec Polski ciągną to i w chałupie nie ma komu palić. W wannie woda zamarza. Czekał człowiek zimy i przyszła jak z domu wyjechać stało. Szczęśliwie na sąsiadkę liczyć można było i teraz ciepło tu jak nigdy dotąd - od serca przepaliła, tak trzeba uczciwie powiedzieć.
Na szczęście w domu już. Nawet prezenty urodzinowe czekały na mnie na stole i teraz już pełną piersią zaśpiewać mogę... "Bracia patrzcie Jenot".
O samym wyjeździe i naszej wiejskiej muzyce na salonach może coś więcej jeszcze tu będzie ale już nie dzisiaj. Tymczasem tyle mrozu ile udało się złapać na chwilę przed wyjazdem wrzucam Jerzyka obrazkami zainspirowany.

P.S W radio trąbili, że California trzęsieniami ziemi zagrożona, a przecież tam nasza emigrantka Ewa :(



3 komentarze:

***M*** pisze...

Łaskawy sąsiad, a jakże, słowem nie wspomniał o "saunach łazienkowych"... Niech nagrody na Ciebie jakoweś spływają za to :)

No to teraz hasło zmieniane jest! Jeśli ktoś potrzebuje opieki na domem i przepalenia w piecach to zapytać powinien :"Czy mógłbyś (względnie mogłabyś) porozsadzać mi troszkę dom?" ;) Nieprawdaż, że brzmi oryginalniej? ;)

A ciekawam, jak sie Państwu spało w takich ciepłotach? :)

Piotrz pisze...

No od rozsadzenia rur do wysadzenia domu jeszcze nie tak blisko;)
A spało się dobrze, ciepłota nie w spaniu nie wadzi.

Asia pisze...

Jaki ładny lód wam się zrobił na szybie. A że nie spędziliście tych mrozów w Głuszynie, to pewnie tylko jakim dobrym bóstwom zawdzięczacie, bo naprawdę nie ma czego żałować.