poniedziałek, 14 stycznia 2008

Zmarł Mieczysław Ratasiewicz


Odszedł człowiek, którego znaliśmy przede wszystkim z pisanych gwarą opowiadań publikowanych w "Tygodniku Suwalskim", a którego osobiście nie zdążyliśmy poznać. Dzięki uprzejmości Pana Mieczysława bardzo skromną część jego dorobku zamieściliśmy w internecie. W jednej z rozmów telefonicznych mówił o swoich planach wydawniczych - między innymi wydania słownika gwary suwalskiej.



"Pasienie gięsiow"

Skoro wiosny, jek tylo śmiegi na łuwrociach zyśli i trawka pośle grzmoty zacynała siepuskać, zara nase matki gonili nas, rekow, do pasienia gięsi. Małe gięsiuki jesce zimowo poro siewylęgali i w te pore byli juzej tęgo podrozsy. Na łonkach w te pore sieporobili juzej bielaski, bo śmiegu w tem roku przepaść napadało. Jek tylo na łodligie stało, to bez trzy dni wsio siestopiło i spłyneło, tatekby wcale śmiegu nie było w tem roku. Zacem jesce śmiegi i lody ze wsiem na bielach nie zyśli, to juzej podroślaki i bachury we śwyniacech korytach i kopańkach po tech bielaskach jek po iziorze pływali. Bywało, ze splazone, mokre jek kwacy, łokolałe dopieru na przypociemek do chałupy siezwłocyli.

Tera, jek juzej słonko fest przygrzało, na bieli i bielaski baby z caluśkiej wioski swoje płotna wywłocyć zacynali, na śwezej trawce rozkładali, wodo co i raz polewali i na słonku bielić siewzieli. Jek tylo siepopatrzałeś, bywało z jekiej zgrzempy, to na kuznej jenej bieli, na łuwrociu, abo na łonce łobacułeś, jek wiegie lniane płachty do słonka zembiska scerzo. Bez to i te wsie kacarowy, chtorne skoro wiosny na łonkach sierobili, bielaski sienazywali, bo kole niech baby swoje płotna bielili.

Bieli to byli takie zarozse kalmusem i choscko łoparcyska, dzie woda nie tylo skoro wiosny, ale i bez caluśki rok stojała.

Nad Kościelnem iziorem, kole takiej maluśkiej buchietki tyz była łonka, dzie buł bielnik. Miastowe baby z caluśkiej Przerośli na tem bielniku swoje płachty do bielenia rozściełali.

Weź tu co i zrob cłowieku, jek w tech samech miejscach i trawa dla gięsiukow najrychlej siepuskać zacynała, a i woda do kompania la bachurow raz dwa sienagrzewała. Wsie rekulcy na pastewnik kole bielaski, abo bielnika, swoje gięsiuki gnali i jek tylo na pogode staneło, to woda tak rupiała, ze niechtoren juzej gięsiukow nie pilał, tylo do wody brykał i dalej swoje rezykie wycyniać. A gięsiuki, jek to gięsiuki, połazo krusyne, trawki poskubio, wlazo na płotno, potrempajo, potrempajo, nasrajo zielono drzystacko, siepołozo i lezo. Bachury - złemocy - jek z wody powyłazo i łobaco te zemste, zara w bek i z bekiem do chałupy siewracajo. Niebojś! Kiemio ancychrysty, ze tera jem łodzie nijekiego zmiłujciesie nie bedzie. Wykołznowanie prowozem, rzemieniem abo jekiem powercakiem to nie wsio. Paciery to i łod łojca, i łod matki, i łod ciotki, i łod wsiech sonsiadow siedostało. Rocyli i bozyli na wsiech - i swojech, i cudzech, bo jek gięsiuki swojem zielonem gownem płotno łobrobio, to juzej cała robota za nic: sianie, pielenie, rwanie, mocenie, susenie, tercie, cesanie, przendzenie, tkanie - wsio za nic. Tego płotna juzej nijek nimokieś domyć. No bo i cem? Ługiem? Kijanko? W balei? Łomo ani Jariela jesce w tamte pore na śwecie nie było. Ale sieprało! Łoj, sieprało! I płotna, i skore bachuram sieprało, zeb popamientali.

Mieczysław Ratasiewicz

1 komentarz:

leksykograf -- lexicographer -- лексикограф pisze...

Wielka szkoda. Jako że mieszkam w Krakowie, mogłem porozmawiać z Autorem znakomitych gawęd tylko telefonicznie.
Nic nie zastąpi żadnego żyjącego człowieka.
Zostaje książka -- świadectwo.